WYSTAWA

GRUDZIEŃ
2020 r.

O rzeźbach Bogdana Markowskiego (sł. Waldemar Odorowski)

BOGDAN MARKOWSKI
Wystawa z okazji 50-lecia pracy twórczej
Wystawa powstała z ramach Stypendium Prezydenta Miasta Lublin

 

Kamień jest metaforą milczenia, ale to nie tylko jeden z sensów czy znaczeń obecnych w bardzo bogatym języku symbolicznym związanym zw sferą pojęciowa kamienia. Nie przypadkiem stoi on u podstaw wszystkich wielkich kultur, od starożytnego Egiptu poczynając, a nie można przecież zapomnieć o starszych jeszcze kulturach megalitycznych. Co ważniejsze, wszystkie te kultury odwoływały się do tych samych znaczeń i symboli dostrzeganych w kamieniu, przede wszystkim jego trwałości, którą rozumiano wszędzie jako niezniszczalność. Kamień był w tym ujęciu zaprzeczeniem przemijania, z którym człowiek, mimo prób, nigdy nie potrafił sobie poradzić. Kamień stał się więc substytutem wieczności, nieosiągalnego marzenia człowieka. Już tylko dlatego niewzruszalność kamienia przerodziła się w swoiste wyzwanie, wywołała potrzebę zapanowania nad nim, podporządkowania go sobie, nadania mu pożądanego kształtu. Z takich potrzeb zrodziła się rzeźba, nie z innych zrodził się mit Pigmaliona, mit, z którym musi się zmierzyć każdy rzeźbiarz. Pod jednym warunkiem - gdy podejmie wyzwanie, jakie stawia przed nim kamień.

 

Takim rzeźbiarzem jest Bogdan Markowski. Już pierwsze spojrzenie na jego twórczość mówi nie tylko o tym, jak ważne miejsce zajmuje w niej kamień, ale bardziej jeszcze - jak dalece potrafi on wniknąć w strukturę tego tworzywa, strukturę tak materialną, jak i symboliczną. Czym innym jest bowiem blok kamienia wydobytego z kamieniołomu, gdy jego forma jest całkowicie neutralna, czym innym zaś kamienie morenowe, już w jakiś sposób ukształtowane przez naturę. Każdy rodzaj kamienia Markowski traktuje inaczej dążąc do wydobycia zeń jego naturalnych właściwości. Jeżeli ma więc do czynienia z blokiem marmuru, formę potencjalnego dzieła dostosowuje do zapisanych już w kamieniu cech; stara się uzewnętrznić jego podatność na polerowanie, dzięki czemu, zwłaszcza przy zastosowaniu gładkich lub obłych płaszczyzn, ''wyciąga" z marmuru jego naturalną urodę, przede wszystkim przez spotęgowanie efektów kolorystycznych, wynikających z samej budowy warstwowej kamienia. Inaczej jest w przypadku granitowych głazów narzutowych; tutaj Markowski "wsłuchuje" się jak gdyby w zastaną już formę głazu, by uzupełnić ją lub wzmocnić udziałem swoich rąk. W obydwu przypadkach jest to rodzaj dialogu z naturą, tutaj pod postacią takiego czy innego kamienia. Zawsze jednak zmierza do odsłonięcia jego wewnętrznych właściwości, stąd pełne wirtuozerii przeciwstawienia powierzchni gładkich i szorstkich, ostrych i obłych, błyszczących i matowych. Kamień w jego rekach staje się materiałem plastycznym, podatnym na kształtowanie, artysta jakby chce wziąć w nawias całe zmaganie z oporem materii, co w przypadku rzeźby w kamieniu jest czymś oczywistym. Zaprzeczyć chce trudności, jaką jest zmaganie się z kamieniem, ale jednocześnie przekonać, że trudność te jest w stanie pokonać. Tutaj trzeba się odwołać do Kwintyliana, który opisując rzeźbę Dyskobola Myrona zwrócił uwagę na skręt ciała i uznał go "za szczególnie chwalebny, bo nowy i trudny".

 

Nowość i dziś jest wartością cenioną bardzo, może niekiedy ponad miarę, ale trudność - któż dziś wziąłby ją za krytyczne prawidło, wynikające z połączenia sztuki z rozwiązywaniem trudności? Markowski ma tego świadomość, toteż w swoich dziełach zaciera starannie wszystko, co mogłoby przypominać o trudności zawartej w zmaganiu się z kamieniem. Woli raczej kierować uwagę na wsłuchanie się, wtopienie w naturę i język kamienia. Odnosi się to również do jeszcze jednej właściwości kamienia, jego natychmiast rozpoznawalnego ciężaru. Markowski narzuca mu swoją formę, albo ów ciężar optycznie potęguje albo przeciwnie - odbiera go mu. To już jest kwestia wyczucia statyki i umiejętności właściwego nierozłożenia akcentów. Nie chodzi tu o epatowanie widza zaskakującymi czy karkołomnymi wręcz usiłowaniami przełamania materialności kamienia we wszystkich jej znaczeniach. W rzeźbach Markowskiego odczuwalny jest szacunek dla tego tworzywa, zgoła pokora, z jaka traktuje jego naturalne walory. W ten sposób wpisuje się w ten ciąg tradycji, który rozpoczyna się również w czasach, gdy powstawały menhiry.

 

Z innego punktu spojrzenia jest to również wyraz jego usposobienia czy temperamentu twórczego. Znakomity krytyk sztuki, Pierre Restany, nazwał to wrodzonym darem równoważenia struktur i kontrolowania brył. Słowa te odnosiły się do twórczości Aliny Szapocznikow, ale przecież w równym stopniu dotyczą zjawisk podobnych, zawsze tam gdzie twórca w pełni rozumie i wyczuwa swoje tworzywo.

 

W twórczości markowskiego dominuje kamień, nie brak jednak rzeźb wykonanych w innym materiale. Jest to brąz a więc materiał równie szlachetny co kamień. Zazwyczaj jest to brąz polerowany i nie jest to przypadek. O ile w kamieniu Markowski preferuje formy zamknięte, ujęte syntetycznie, o tyle polerowany brąz pozwala mu na wydobycie całego bogactwa jakie daje światło. Tutaj formy są bardziej rozbudowane, zróżnicowane i drobniejsze w skali, tak by ich powierzchnia w pełni mogła oddać całą grę światła i cienia, jak rozgrywa się na powierzchni rzeźby.

 

Tym bardziej że brąz Markowski najczęściej łączy z kamieniem, raz kontrastując te dwa tak różne materiały, to znów scalając je w organiczną bryłę. Dzięki temu Markowski za pomocą bardzo prostych środków osiąga wielka rozmaitość form, co sprawia, że każda jego rzeźba jest nowym odkryciem, wypełnieniem odczuwalnej pustki. Wszystkie jego rzeźby mają jednak cechę wspólną - są to dzieła w pełnym tego słowa znaczeniu monumentalne. I nie ma to nic wspólnego z ich rozmiarami, to kwestia nie tyle skali, co charakteru. Spełnia więc jedną z najważniejszych powinności rzeźby, powinności tej samej od stuleci- monumentalizmu jako formy do nieskończoności.

 

Tak jak pytał o to Rainer Maria Rilke w swojej drugiej Elegii Duinejskiej: " Czyli was nie zdumiała na stelach attyckich powściągliwość ludzkiego gestu?", by dalej to wyjaśnić : "Czy pamiętacie nieważki dotyk dłoni, mimo że w torsach jest siła...". Kamienne rzeźby Bogdana Markowskiego nie milczą.

 

Waldemar Odorowski